Muzeum Martyrologii Zamojszczyzny w Rotundzie

Przy pierwszej wizycie w Zamościu Rotunda pojawia się zwykle w planie zwiedzania jako „kolejny punkt”, ale moment wejścia na teren muzeum szybko pokazuje, że to nie jest miejsce, które odwiedza się tak samo jak kamienice na rynku czy bastiony. Przechodząc pod bramą z zachowanym napisem po niemiecku, informującym o obozie przejściowym, wchodzi się nie tylko w przestrzeń dawnej fortyfikacji, ale też w bardzo konkretny fragment historii II wojny światowej, w którym Zamojszczyzna stała się poligonem brutalnej polityki okupanta. Wrażenie robi zarówno sama architektura – potężny, kolisty mur z celami, zamknięty dziedziniec, symboliczne mogiły – jak i to, jak spokojnie, bez zbędnego patosu, opowiedziano tu o losach więzionych i zamordowanych. To miejsce, do którego nie przychodzi się „dla atrakcji”, tylko po to, żeby lepiej zrozumieć, czym była wojna dla tego regionu i jak długo jej cień kładł się na życiu mieszkańców.

Historia Rotundy i Muzeum

Rotunda powstała w pierwszej połowie XIX wieku jako nowoczesny, jak na swoje czasy, element systemu obronnego – działobitnia stojąca na planie koła, położona na kępie otoczonej bagnistymi terenami, około kilkuset metrów od głównych umocnień Zamościa. W zamyśle miała stanowić dodatkową linię obrony od strony południowej, dlatego zaprojektowano ją jako solidny, gruby mur z rytmem kazamat przeznaczonych pierwotnie na stanowiska dział i magazyny prochu. Sam fakt, że obiekt znalazł się poza zwartą bryłą twierdzy, a jednocześnie zachował z nią połączenie komunikacyjne, pokazuje, jak świadomie myślano o obronie tego odcinka – Rotunda była czymś więcej niż tylko pojedynczym fortem, raczej wysuniętym zębem całego systemu. Z biegiem czasu, wraz ze zmianami w sztuce wojennej, znaczenie militarnych funkcji zaczęło maleć, ale masywna budowla przetrwała, szukając niejako nowej roli. Tę rolę brutalnie narzuciła II wojna światowa, kiedy niemiecki okupant dostrzegł w dawnym obiekcie wojskowym idealne miejsce do urządzenia więzienia śledczego i obozu przejściowego. To wtedy nazwa Rotundy przestała kojarzyć się z architekturą, a zaczęła z więzieniem, egzekucjami i zbiorowymi mogiłami – i ten właśnie okres stał się głównym tematem dzisiejszego muzeum. Po wojnie, w latach czterdziestych, zapadła decyzja, by nie „odbudowywać” Rotundy do stanu sprzed wojny, ale zachować ją w postaci mauzoleum – miejsca pamięci ofiar Zamojszczyzny. W 1947 roku utworzono tu muzeum martyrologii, stopniowo porządkując teren, symbolicznie aranżując cele i tworząc cmentarz wokół murów, tak aby sam układ przestrzeni stał się formą opowieści.

Rotunda jako więzienie i obóz przejściowy

Podczas II wojny światowej Rotunda funkcjonowała jako niemieckie więzienie śledcze i obóz przejściowy, przez który przeszły tysiące osób – od lokalnej inteligencji po chłopów, partyzantów, członków ruchu oporu i osoby zupełnie przypadkowo wciągnięte w tryby okupacyjnej machiny. Współczesny spacer po dziedzińcu, między celami, pozwala choć w minimalnym stopniu wyobrazić sobie, co znaczyło być zamkniętym w takiej przestrzeni: grube mury, małe otwory okienne, ciężkie drzwi, brak możliwości ucieczki i świadomość, że za każdą ścianą ktoś inny czeka na przesłuchanie. W wielu materiałach podkreśla się, że Rotunda była nie tylko miejscem przetrzymywania, ale także wykonywania wyroków – egzekucje odbywały się na terenie obiektu, a groby tworzono zarówno w jego obrębie, jak i wokół murów. Szacuje się, że w latach 1940–1944 mogły tu zostać zamordowane dziesiątki tysięcy osób, choć wiele ofiar pozostało bezimiennych, a dokładnych liczb prawdopodobnie nie da się już ustalić. Wśród więzionych znaleźli się m.in. uczestnicy ruchu oporu, osoby oskarżone o pomoc partyzantom, zakładnicy z akcji pacyfikacyjnych, a także mieszkańcy wsi objętych wysiedleniami Zamojszczyzny. Rotunda działała przy tym jak ogniwo większego systemu terroru: trafiano tu po aresztowaniach, przed wywózką do obozów koncentracyjnych, po przesłuchaniach, albo po prostu w wyniku łapanek. Dzisiejsze muzeum, korzystając z dokumentów, relacji ocalonych i nielicznych zachowanych fotografii, stara się odtworzyć tę rzeczywistość w sposób możliwie konkretny, nie uciekając w ogólne hasła.

Architektura i układ przestrzenny

Architektonicznie Rotunda robi ogromne wrażenie już z zewnątrz – masywny, kolisty mur o średnicy kilkudziesięciu metrów, pozbawiony wyraźnych dekoracji, wygląda jak zamknięta skorupa, w której nie ma żadnego „frontu” ani tyłu. To forma, która od razu sugeruje funkcję militarną: minimalna liczba otworów, grube ściany, niska, horyzontalna sylweta rozszerzająca się bardziej wszerz niż w górę. Dawne cele, pierwotnie kazamaty artyleryjskie, ułożone są wzdłuż obwodu koła, jedna obok drugiej, tworząc rytm powtarzających się wnęk i wejść, które dzisiaj stanowią kolejne sale ekspozycyjne. Na dziedzińcu wewnątrz panuje zaskakująca cisza – nawet jeśli dociera tu odgłos miasta, to odbija się od murów i tworzy specyficzne echo, które dodatkowo podbija atmosferę odizolowania. Przestrzeń zaprojektowana kiedyś pod kątem funkcji obronnej, w czasie wojny wykorzystana jako więzienie, dziś działa jak naturalna scenografia dla ekspozycji muzealnej: nie trzeba tu wielu teatralnych efektów, sama geometria i ciężar murów wystarczają, by wprowadzić odwiedzających w odpowiedni nastrój. W i wokół Rotundy widać też ślady powojennej aranżacji – symboliczne mogiły, krzyże, tablice pamiątkowe – które nie próbują konkurować z bryłą, lecz raczej w nią wnikają, dopowiadając historię. Dla kogoś, kto interesuje się również architekturą militarną, jest to fascynujące połączenie XIX‑wiecznej myśli fortyfikacyjnej z powojenną funkcją mauzoleum i współczesną narracją muzealną.

Cele – od kazamat do sal pamięci

Najbardziej przejmującą częścią Rotundy jest wejście do kolejnych cel, które dziś pełnią rolę tematycznych sal pamięci. Każda z nich opowiada o innej grupie ofiar lub o innym aspekcie okupacyjnej historii – są cele poświęcone wysiedleniom wsi Zamojszczyzny, ofiarom pacyfikacji, więźniom politycznym, duchowieństwu, jeńcom wojennym czy dzieciom. Układ przestrzenny cel został wykorzystany tak, aby już same przejścia pomiędzy nimi budowały napięcie: wąskie korytarze, niskie wejścia, ograniczony dostęp światła naturalnego sprawiają, że od razu zmienia się sposób poruszania się, instynktownie zwalnia się krok i obniża głos. W wielu celach zachowano surowość wnętrza – goły mur, minimalna ilość eksponatów – by nie zagłuszyć samej przestrzeni, która jako świadek wydarzeń mówi bardzo dużo. Pojawiają się jednak również gabloty z dokumentami, fragmentami przedmiotów osobistych, fotografiami, listami, które dodają tej przestrzeni ludzkiego wymiaru. Szczególne wrażenie robią tablice z nazwiskami i krótkimi informacjami o zamordowanych – nagle liczby zastępują konkretne biografie, a w głowie zaczyna układać się obraz całej społeczności, która przeszła przez to miejsce. Niektóre cele zachowują bardziej symboliczny charakter, z prostymi krzyżami, urnami, wiązankami kwiatów – są jak małe kaplice, w których przystaje się na chwilę w milczeniu.

Cmentarz wokół Rotundy i symbolika miejsca

Wokół murów Rotundy rozciąga się cmentarz – nie jednorodny, równy rząd identycznych nagrobków, ale raczej mozaika kwater poświęconych różnym grupom ofiar. Po jednej stronie znajdują się mogiły żołnierzy Wojska Polskiego poległych we wrześniu 1939 roku, w innych częściach spoczywają żołnierze Armii Krajowej, ofiary egzekucji na terenie Zamościa i okolicznych miejscowości, a także żołnierze Armii Czerwonej oraz ludność żydowska. Ten układ bardzo mocno przypomina, że Rotunda nie była miejscem cierpienia tylko jednej grupy – przeciwnie, krzyżują się tu losy ludzi o różnym pochodzeniu, wyznaniu, przynależności wojskowej, których życie przerwała wojna i okupacja. W wielu kwaterach wciąż znajdują się mogiły bezimienne, oznaczone wyłącznie prostymi tabliczkami lub zbiorowymi inskrypcjami, co dodatkowo uświadamia, jak wiele historii pozostało na zawsze nieopowiedzianych. Spacer między alejkami cmentarza, z widokiem na monumentalny mur Rotundy po jednej stronie i krzyże, macewy czy radzieckie gwiazdy po drugiej, bardzo mocno działa na wyobraźnię. To przestrzeń, w której symbolika jest czytelna bez długich opisów – wystarczy spojrzeć na daty i napisy, żeby zrozumieć, jak szeroki był zasięg tragedii Zamojszczyzny. Warto też zwrócić uwagę na sposób, w jaki zadbano o to miejsce: uporządkowane ścieżki, zadbane kwiaty, znicze pojawiające się nie tylko przy okazji rocznic pokazują, że pamięć o ofiarach nie jest tu wyłącznie muzealnym hasłem, ale żywą praktyką.

Uroczystości patriotyczne i współczesna rola Rotundy

Rotunda nie jest muzeum „zamkniętym w gablocie” – to miejsce, które regularnie ożywa podczas uroczystości patriotycznych, rocznicowych i lokalnych obchodów upamiętniających wydarzenia z czasów wojny. Właśnie wtedy najlepiej widać, jak mocno w świadomości mieszkańców Zamościa i okolic Rotunda funkcjonuje jako symbol, a nie tylko jako zabytkowy obiekt na turystycznej mapie. Podczas uroczystości cmentarz i dziedziniec wypełniają się pocztami sztandarowymi, żołnierzami, harcerzami, rodzinami ofiar i mieszkańcami miasta, a cisza tego miejsca zderza się z dźwiękiem werbli, hymnu i przemówień. W ostatnich latach Rotunda przeszła rewitalizację – odnowiono mury, uporządkowano teren, zmodernizowano ekspozycje – ale cały proces przeprowadzono z dużym wyczuciem, bez wprowadzania agresywnych, nowoczesnych form, które mogłyby zdominować przestrzeń. Dzięki temu obiekt zyskał nowy blask i stał się bardziej dostępny dla zwiedzających, zachowując przy tym swój surowy, poważny charakter. Rotunda pełni dziś równocześnie funkcję mauzoleum, muzeum, miejsca pamięci i przestrzeni spotkań, co tworzy z niej bardzo ważny punkt na mapie nie tylko Zamościa, ale całej Zamojszczyzny.

Zwiedzanie muzeum – atmosfera i odbiór

Wchodząc na teren Muzeum Martyrologii Zamojszczyzny, pierwsze, co się czuje, to specyficzna gęstość ciszy – nawet jeśli wokół są inni zwiedzający, wszyscy instynktownie ściszają głos. Sam sposób prowadzenia trasy sprzyja takiemu odbiorowi: od bramy z napisem po niemiecku przechodzi się na dziedziniec, skąd wchodzi się do kolejnych cel, a potem wychodzi z powrotem na zewnątrz, by obejść cmentarz. Nie ma tu wymyślnych efektów multimedialnych; głównym „środkiem przekazu” jest przestrzeń, tekst, zdjęcia, pojedyncze eksponaty i świadectwa ludzi, którzy przeszli przez Rotundę. To muzeum, w którym zwiedzanie szybko przestaje być „oglądaniem” na rzecz słuchania historii i układania ich w głowie – chwilami bardziej przypomina to lekturę poruszającej książki niż tradycyjną wizytę w placówce muzealnej. Warto zaplanować na pobyt tutaj trochę więcej czasu, niż sugerują sucha liczba sal – przejście przez wszystkie cele i alejki, z zatrzymywaniem się przy tablicach i nagrobkach, potrafi być emocjonalnie wymagające i dobrze mieć możliwość zrobienia sobie kilku chwil przerwy. Bardzo ważne jest też to, że Rotunda nie epatuje drastycznymi zdjęciami – o okrucieństwie mówią tu dane, nazwiska, opisy egzekucji, ale przede wszystkim sama obecność grobów i świadomość skali śmierci. Przed wyjściem wiele osób wraca jeszcze na chwilę na środek dziedzińca, by spojrzeć na pierścień murów i raz jeszcze „przeczytać” to miejsce – to naturalny odruch po tak intensywnej dawce historii.

Wystawa „Ku przestrodze i pamięci”

Centralnym elementem współczesnej ekspozycji w Rotundzie jest wystawa o wymownym tytule „Ku przestrodze i pamięci. Rotunda Zamojska 1939–1944”. Rozmieszczona w kilku celach i przestrzeniach, prowadzi odwiedzających przez najważniejsze wątki okupacyjnej historii tego miejsca: od pierwszych miesięcy wojny, przez okres najbardziej intensywnych represji i wysiedleń, aż po wyzwolenie i pierwsze próby upamiętnienia ofiar. Wystawa korzysta z oryginalnych dokumentów, relacji świadków, fotografii, map i plansz, a także z rekonstrukcji fragmentów wartowni, cel czy miejsc egzekucji. Zwraca uwagę, jak bardzo twórcy ekspozycji starali się uniknąć patosu – teksty są konkretne, precyzyjne, skupione na faktach i historii konkretnych osób i grup, a nie na uogólnieniach. W wielu miejscach pojawiają się cytaty z relacji byłych więźniów, które przełamują muzealny dystans i pozwalają usłyszeć głos ludzi, a nie tylko instytucji opowiadającej o przeszłości. Całość uzupełniają plany obiektu z zaznaczonymi najważniejszymi punktami: miejscami egzekucji, kwaterami różnych grup ofiar, przebiegiem dróg dojazdowych – dzięki temu łatwiej zrozumieć, jak Rotunda funkcjonowała w czasie wojny jako element większej machiny. Wystawa nie jest duża w sensie metrażu, ale jej treść i sposób prowadzenia narracji sprawiają, że w pamięci zostaje na długo.

Praktyczne informacje dla odwiedzających

Muzeum Martyrologii Zamojszczyzny „Rotunda” znajduje się w Zamościu przy ulicy Droga Męczenników Rotundy 1, na południowy zachód od historycznego centrum, w niewielkiej odległości od głównego układu staromiejskiego. Dojście pieszo ze Starego Miasta zajmuje zwykle kilkanaście–kilkadziesiąt minut w zależności od obranej trasy – najczęściej wybiera się spacer śladem dawnych fortyfikacji lub wygodną drogą uliczną. Do Rotundy można podjechać również samochodem; w okolicy znajdują się miejsca parkingowe, a dojazd ułatwiają drogowskazy kierujące do mauzoleum. W sezonie wiosenno‑letnim muzeum jest zazwyczaj otwarte przez większą część dnia, najczęściej od godzin porannych do popołudniowych lub wczesnowieczornych, natomiast zimą godziny zwiedzania bywają skrócone – przed wizytą warto sprawdzić aktualne informacje na stronie Muzeum Zamojskiego lub miejskiej informacji turystycznej. Wstęp na teren Rotundy bywa często wolny lub symbolicznie płatny, a jeśli obowiązują bilety, zwykle są one niedrogie, dostępne także w wariancie dla grup zorganizowanych (szkolnych, wycieczkowych), przy czym dla większych grup istnieje możliwość uzgodnienia indywidualnego terminu i oprowadzania. W okresie świąt państwowych i ważnych rocznic obiekt może funkcjonować w zmienionych godzinach lub być częściowo wyłączony z typowego zwiedzania ze względu na uroczystości, dlatego dobrze uwzględnić to przy planowaniu pobytu.

Jak przygotować się do wizyty

Choć Rotunda jest miejscem pamięci, a nie wielkim kompleksem muzealnym, warto poświęcić na wizytę nieco więcej czasu – najlepiej około 1,5–2 godzin, tak aby spokojnie przejść przez cele, przeczytać najważniejsze opisy i obejść cmentarz. Dobrym pomysłem jest zaplanowanie wizyty tak, aby nie była ona jedną z pierwszych rzeczy w planie dnia – po wyjściu z Rotundy potrzeba chwili na emocjonalne „poukładanie” tego, co się zobaczyło, więc dobrze, jeśli kolejnym punktem nie jest od razu głośna, rozrywkowa atrakcja. Warto też pamiętać o stosownym stroju i zachowaniu – nie ma tu formalnego dress code’u, ale charakter miejsca sam narzuca potrzebę powagi i szacunku; przydaje się również wygodne obuwie, bo część trasy prowadzi po alejkach cmentarnych i utwardzonym dziedzińcu. Osoby odwiedzające Rotundę z dziećmi powinny liczyć się z tym, że kontekst miejsca i treść wystawy jest trudna i momentami bardzo ciężka, więc dobrze zaplanować rozmowę o tym, co się zobaczyło, adekwatnie do wieku i wrażliwości młodszych uczestników.

Podsumowanie

Muzeum Martyrologii Zamojszczyzny w Rotundzie jest jednym z tych miejsc, które najmocniej zapadają w pamięć po pobycie w Zamościu – nie poprzez spektakularną architekturę czy efektowne ekspozycje, ale dzięki ogromnemu ładunkowi historii skupionemu w stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Dawna działobitnia, w czasie wojny zamieniona w więzienie i miejsce kaźni, dziś działa jak wielka, otwarta księga pamięci: każda cela, tablica, mogiła i inskrypcja dopisuje kolejny fragment opowieści o losach mieszkańców Zamojszczyzny w latach 1939–1944. W połączeniu z renesansową starówką, fortyfikacjami i innymi zabytkami miasta, Rotunda dopełnia obraz Zamościa jako miejsca nie tylko pięknego, ale i boleśnie doświadczonego przez historię – takiego, w którym obok zachwytu nad architekturą jest przestrzeń na ciszę, zadumę i bardzo konkretną lekcję pamięci.